Dlaczego „Na miarę możliwości”?

Zastanawiając się nad nazwą moich działań online, czułam sobie różne nazwy. Chciałam żeby było to coś prostego, nowego, niosącego świeży powiew do mojej pracy. Coś, co kojarzyłoby się z możliwościami medium jakim jest internet, ale również pokazującego to, że wiele można zrobić „online”, ale nie wszystko. Stąd ta nazwa. Na miarę możliwości jakie daje internet, na miarę Twoich możliwości korzystania z oferowanych tutaj rzeczy.

To, czym mogę się podzielić tutaj na stronie, w tym czasie, który jest, zamieszczam powoli, także na miarę swoich możliwości, głównie czasowych. Przy dwójce małych dzieci (1,5 roku i 3 lata), które są bardzo energicznymi brzdącami, nie jest to taka prosta sprawa: połączyć pracę z macierzyństwem. Przynajmniej dla mnie, osoby, która uczy się wykorzystywać każdą wolną chwilę, często zupełnie niespodziewaną i nie dającą się zaplanować, na swoje pasje (bo praca jest również moja pasją), na to, żeby złapać oddech, bo jeszcze 4 lata temu, mogła iść z flow życia o dowolnej godzinie.

Dlatego też, strona jest cały czas w tworzeniu (stan na 26.05.2020 😉 ) Powoli, krok po kroku, będę umieszczać te wszystkie rzeczy, którymi chcę się z Tobą podzielić. Zapraszając, inspirując, obdarowując, proponując. Cieszyłabym się ogromnie gdybyś skorzystała/skorzystał. Wierzę, że tak się stanie, bo przecież nie przychodzą one do mnie tylko dla mnie 🙂

Pierwsza metoda, żeby wprowadzić więcej piękna i uśmiechu w swoje życie, więcej relaksu to nagłówek strony Home:

ZATRZYMAJ SIĘ

WEŹ WDECH I ZRÓB WYDECH – najlepiej kilka razy

CO CZUJESZ? – w ciele, w emocjach, w swojej głowie…

Jest to proste narzędzie do budowania większej samoświadomości, większej uważności. Narzędzie do odnalezienia potrzeb, które leżą pod emocjami.

A dlaczego pozwolą wprowadzić więcej uśmiechu w Twoje życie?

Bo niechciany smutek zabiera miejsce na radość, bo gniew pokazuje Ci, że nie zaspokajasz ważnych dla siebie potrzeb, czyli nie dbasz o „siebie” wystarczająco, bo zazdrość pokazuje Ci, za czym tęsknisz, bo wstręt ostrzega, że coś może być dla Ciebie trujące (nie tylko na polu fizycznym), bo lęk czasem jest blokadą w działaniu, a czasem jest wołaniem o większą delikatność wobec siebie. Przeważnie boi się w Tobie ta mała dziewczynka/ten mały chłopiec i potrzebuje poczuć zaufanie do Ciebie dorosłego.

Gdy uświadomisz sobie, że ta emocja właśnie teraz przez Ciebie przepływa, pozwolisz jej na to bez oceny, zobaczysz tą, a nie inną potrzebę, którą możesz zaspokoić – na miarę swoich możliwości albo poprosić, żeby ktoś ją zaspokoił. A gdy już to zrealizujesz, przyjmiesz zagubioną część swojej duszy. I pojawi się więcej radości, przestrzeni i energii do życia.

Tak więc: zatrzymaj się, weź wdech i zrób wydech, powoli, spokojnie, kilkukrotnie. Odpowiedz: co czujesz?

Czy potrafisz to przeżyć, nazwać i dotrzeć do źródła? Czy może potrzebujesz pomocy żeby to rozpoznać?

JKE

Na początek

25.03.2020: Byłam ostatnio w przygotowaniach do pracy online. Mam uczucie, że sytuacja mnie niejako zmusiła do tego, żeby zacząć działać w inaczej. W sposób adekwatny do sytuacji. Jest tu dużo nowości, dużo potrzebuję się nauczyć od strony technologiczno – organizacyjnej, dużo jest też niepokoju wobec nieznanego. Ale też dużo inspiracji, wglądów i nowego powiewu. Od kilku dni jestem w procesie układania sobie czasu i priorytetów co, jak i kiedy mam zrobić, bo potrzebuję to sobie uporządkować. Różnie mijają dni od początku „kwarantanny”. Część dnia fajna energia, działanie, radość, a część dnia jakiś ciężar, smutek, frustracja, zmęczenie. Dziś właśnie miałam taki dzień. Położyłam dzieci spać w dość ciężkim nastroju. Sfrustrowania z powodu braku czasu, ograniczeń z zewnątrz, zmęczona. Zasnęłam z nimi na godzinę. I przyśnił mi się sen, który zapamiętałam. Odkąd pojawił się mój syn ponad 2,5 roku temu, rzadko pamiętam sny. W przeciwieństwie do czasu przed macierzyństwem, gdzie sny były jednym z ważniejszych narzędzi w mojej pracy ze sobą, w odczytywaniu znaków i kierunków. Właściwie to od początku mojej drogi samorozwoju 15 lat temu były ważną jej częścią. Nawet mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że ją rozpoczeły. Ale wracając do tego dzisiejszego snu.

Szłam drogą niosąc jakiś instrument, chyba to była moja harf-lutnia, na plecach. Pogoda była zmienna, i zaraz miała rozpętać się burza i ulewa. Początkowo właśnie było mi tak ciężko na sercu, spotkało mnie jakieś rozczarowanie czy trudna sytuacja. Szłam drogą polną, wśród traw i gdzieniegdzie drzew. Droga wyglądała jak takie obrzeża miasta i szłam w jego kierunku. Idąc obserwowałam ludzi i miałam nadzieję, że może mnie ktoś podrzuci, co się oczywiście nie wydarzyło. Zaczął natomiast padać rzęsisty deszcz. Ujrzałam pierwsze krople dotykające tej polnej drogi i sprawiające, że ziemia staje się coraz bardziej mokra. To mi nie przeszkadzało. Naokoło szalała ulewa, kłęby wody, wiatr. Sytuacja niezbyt przyjemna dla mnie osobiście, i wymagająca skupienia na szybszym dotarciu do celu, do suchego miejsca. Ale zamiast tego, zaczęłam śpiewać i tańczyć. Lekkie podskoki, ręce luźno skaczące, trochę jak u kukiełki 😉 Rzadko spotykani ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem. A ja się czułam piękna i w godności w tym lekkim, pełnym radości tańcu z pieśnią wypełniającą mnie i przestrzeń naokoło. Pieśnią dostrajającą wibracje zewnętrznego świata do jej słów i melodii.

„Ja tworzę leczniczy krąg, po życia spirali mknąc

Rano wieczór w dzień i w noc

Współtworzę leczniczą moc!”

Na horyzoncie zaczęłam widzieć „cel” – jakiś przystanek czy drogę mającą mnie doprowadzić tam, gdzie pragnęło moje serce.

Obudziłam się.

Ciągle śpiewając 🙂

Nie jest to nowa sytuacja, ale zawsze bardzo to lubię. Że moja podświadomość mówi do mnie poprzez pieśni. 

Chwilę później opowiadając Mojemu Mężczyźnie ten sen, uświadomiłam sobie, że jest to manifestacja cytatu, który kiedyś poznałam i który bardzo mnie poruszył. Zapadł we mnie jak nasiono.

„Life isn’t about waiting for the storms to pass. It’s about learning to dance in the rain”

„Życie nie jest o czekaniu na burze, które przejdą, jest o tym, jak nauczyć się tańczyć w deszczu”

(moje wolne tłumaczenie 😉

I to jest kwintesencja przekazu dla mnie na ten czas, na to co aktualnie się dzieje.

I na to, że przechodzę ze swoją działalnością w przestrzeń online. Przestrzeń, do której miałam ambiwalentne uczucia, jak do rysowania na tablecie, czy „udoskonalania” muzyki poprzez efekty dźwiękowe. Jednak adekwatnie do sytuacji, czas zastosować odpowiednie narzędzia/metody pracy 🙂

Zapraszam Was więc do posłuchania tej pieśni tu:

Joanna Karen Ejtmanowicz „Adeshken – Droga Połączenia”

Nie znam autora słów i muzyki, poznałam ją na którymś z warsztatów.

Wysyłam dużo miłości i radości do Waszych serc!

JKE