O mnie


Joanna Karen Ejtmanowicz

Długo zastanawiałam się co napisać „o sobie” w tej zakładce strony internetowej. Zawsze miałam z tym kłopot – jak napisać cokolwiek o sobie, w taki sposób, żebyś mnie w jakiś sposób poznał/poznała, żebyś stwierdził/a, bądź nie, czy to ja, poprzez moje działania i kontakt, mogę pomóc Ci odkryć to, czego szukasz. I jedyne, do czego mam przekonanie, to powiedzieć Ci, dlaczego robię to, co robię. Nie napiszę tu swojego CV (chociaż z zawodu jestem psychologiem), przebytych kursów, warsztatów, zainteresowań etc. Jeśli jesteś tego ciekawy/ciekawa to część znajdziesz w moich tekstach, a gdy będzie za mało, odezwij się i zapytaj. Tutaj chcę Ci napisać o sobie z najgłębszego miejsca, do którego dotarłam, ze swojego rdzenia. 


Podczas swoich poszukiwań, doświadczyłam naprawdę różnych przestrzeni od psychologii, terapii po najbardziej mistyczne, szamańskie, duchowe. Wybierając sytuacje, które chciałam poznać, których chciałam doświadczyć, zawsze kierowałam się swoją radością i ciekawością. Taką dziecięcą. Uczuciem, gdy serce Ci zaczyna radośnie bić, a Twój krok staje się lekki i śpieszny do tego, co ma się wydarzyć. I czujesz dreszczyk ekscytacji. Otwierają Ci się oczy, promieniejesz, a na ustach gości uśmiech. Nie możesz się doczekać, kiedy to w końcu się wydarzy. A gdy pomyślisz o tym, to chcesz skakać do góry. I zawsze wtedy, gdy kierowałam się takim uczuciem, sytuacje były bardzo dla mnie wzbogacające, rozwijające, mimo że nie zawsze łatwe i lekkie, jednak tworzące w moim życiu więcej radości, lekkości, otwartości, prostoty, piękna, zintegrowania czy po prostu przestrzeni. Kocham przestrzeń i wolność, widoki z gór na niebo czy horyzont morza. Dla mnie osobiście jest to kwintesencja życia, esencja. 


Docierając właśnie do swojej esencji, swojego rdzenia, na początku pojawia się ten stan pauzy, tak jak pomiędzy wdechem i wydechem. I ilekroć tam wchodzę, najpierw jest totalna cisza, spokój, ukochana pustka, spoczywanie trwające często zbyt krótką chwilę, a potem… zawsze, ale to zawsze, zaczyna się stwarzać coś, czym mogę, podzielić się z Tobą.  Pieśń, narzędzie do pracy indywidualnej, mandala, kolejny artykuł o rzeczach dotykających ważnych spraw albo pomysł/inspiracja na wniesienie jeszcze więcej Piękna w życie, jeśli oczywiście to zechcesz przyjąć. Następny krok to realne podzielenie się z Tobą. Powiadomienie Ciebie, że to właśnie jest dostępne, gotowe do odbioru 🙂 I dopóki tego nie zrobię, dopóki nie pójdę za radością tej aktywności, dopóty nie nastąpi nic innego. Musi zaistnieć cały proces tworzenia tego wraz z manifestacją w świecie zewnętrznym – realną i konkretną. Dokładnie tak samo jest z tym tekstem. Dlatego właśnie robie to, co robię. Bo w pewien sposób nie mam wyjścia. Bo taką Drogę wybrała moja Dusza. Bo moja Dusza śpiewa, gdy to robię, a wtedy śpiewają Dusze osób, które z tego korzystają.

A DLACZEGO ŚPIEWAJĄ?

Dlatego, że wierzę w świat, który tworzymy sami ze swojego wnętrza.
Wierzę w to, że każdy jest kreatorem i w to, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Wierzę w to, że nawet najtrudniejsze wydarzenie w życiu można zmienić w trampolinę do skoku w górę, nawet jeśli dotkniesz dna.
Wierzę, że poprzez własne zaangażowanie i zastosowanie skutecznych metod, można przekształcić rzeczywistość wewnątrz siebie, a tym samym rzeczywistość na zewnątrz, gdyż jest ona odbiciem.
Jak słońce i księżyc.
Wierzę w prawdę, miłość i prostotę, a także odpowiedzialność za siebie.
Wierzę w to, że możemy żyć w świecie, gdzie każdy będzie spełniał się w codzienności i promieniował radością.
Wierzę, że jesteśmy tu po to, aby doświadczać piękna i radości oraz spełniać swoje marzenia.
Wierzę też, że można żyć lekko, celebrując chwile niezależnie od zewnętrznych okoliczności.
Wierzę, że możemy współistnieć ze sobą w otwartości serc i w otwartej komunikacji.
Wierzę też, że jak w rodzinie słychać w większości ŚMIECH Dziecka, to trzeba iść właśnie tędy.
I wierzę też w to, że każdy zasługuje na miłość, akceptację i szacunek, przede wszystkim Ty sam, Ty sama, potem to już pączkuje 😉 Ale niektórym zachowaniom trzeba powiedzieć stanowcze NIE. Tak w sobie jak i wobec innych. I to też jest wyraz miłości.
Wierzę również, że rzeczy których dopuszcza się człowiek, tzw złe, destrukcyjne, raniące wobec siebie czy wobec innych, są wypadkową wielu wcześniejszych doświadczeń tej osoby – właśnie takich, które „zaprogramowały” tą osobę do takiego sposobu bycia. A skoro jest to tylko „program”, można to świadomie przeprogramować 🙂
I jak jest determinacja, wola zmiany i przyjęcie odpowiedzialności za to, co się robi, to zmiana jest możliwa.
Wierzę również, że nasz umysł jest naszym sprzymierzeńcem, bo poprzez swoje myślokształty, pętle, schematy pokazuje nam, gdzie nie ma harmonii w naszym systemie, a tym samym w życiu naokoło nas.
Wierzę, że jesteś zdolna lub zdolny poprez własną prace i zaangażowanie połączone z odpowiednimi, skutecznymi metodami, sprawić, aby Twoje życie było dla Ciebie spełniające w codzienności. Aby budzić się z energią do ŻYCIA i kłaść się spać z wdzięcznością.


JKE